Tom II - Rozdział V - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Wszystkich ich pani po troszku na weselu Elżusi zobaczy - rzekł Jan - bo Fabian pełno ma wszędzie krewnych i znajomych, a zechce pewno, aby o weselu jego córki cały świat gadał.

Tymczasem Antolka i Elżusia stół szmatą płótna starły i w przeciągu pół godziny zastawiły go wszystkim zapewne, na co w, tej chwili zdobyć się mogła chata Anzelma i Jana. Dokoła wielkiego bochna chleba zjawiła się misa kwaśnego mleka w połowie z różową śmietaną zmieszanego, potem druga z położonym na niej plastrem miodu tylko co znać razem z drewnianą ramką z ula wyjętego, dwa sery, z których jeden przywiędły a drugi świeży, żółte masło na spodku, na. koniec, przez zaczerwienioną od ognia Elżusię przyniesiona patelnia z dymiącą jajecznicą.

- Już jak ja jajecznicę zrobię - zawołała wesoła dziewczyna - to, bardzo słusznie! sam ociec czasem pochwali, choć jemu dogodzić tak prawie trudno, jak przez ten dom przeskoczyć...

- Ja myślę, że Elżusia kiedykolwiek i przez dom przeskoczyć potrafi, taki z Elżusi kozak - zażartował Jan, ale na miód spojrzawszy brwi ściągnął.

- A kto do ula chodził? - z gniewem zapytał.

- A któż by jak nie Antolka? Tylkoż siestra i mogła tak śmiele postąpić - odsarknęła córka Fabiana.

- A raz na zawsze tego jej wzbroniłem! - zawołał Jan i po brzegi włosów zarumieniony ręką w stół uderzył. - Nieświadomy wszystko zepsuć może, a ona kiedy nie uczyła się, jak z pszczołami postępować, to niech nosa w nie swoje nie tyka!

Wstawał już, aby do siostry z wymówkami iść, ale z bokówki, cicha i zalękniona, wysunęła się dziewczyna, z ustami skrzywionymi i ręką policzek przyciskając.

- A co? ukąsiła? - zawołał Jan.

- Żeby ją cholera... - ze łzami kręcącymi się w oczach jęknęła Antolka.

Jan trochę jeszcze nasępiony nic już siostrze nie powiedział, a Anzelm zażartował znowu:

- Nie dbaj, że pszczoła kąsa, byleś miodu dostał!

Co tam, że troszkę boli, nim za mąż wyjdziesz - przestanie !

Kiedy chleb w rękach podniósł i kroić go zaczął, na spodzie bochna ukazały się wyraźne odbicia suchych lipowych liści, którymi gospodynie wkładane do pieca pieczywo od zetknięcia się z gliną i popiołem zabezpieczają.

Na zydlu i krzesłach wszyscy dokoła podługowate go stołu zasiedli nabierając sobie na gliniane talerze jajecznicy i kwaśnego mleka. Przez parę minut nikt nic nie mówił. Anzelm, Jan i dwie młode dziewczyny jedli w sposób dość szczególny. Z grubo pokrajanych porcji chleba małe kąski odłamywali i dwoma palcami do ust je nieśli. Drewniane łyżki trzymali w palcach zgrabnie, delikatnie i zawartą w nich żywność powoli w usta wkładali, powoli też i cicho ją przeżuwając, po czym łyżki na stołach kładli i po kilku sekundach dopiero lub po minucie znowu je delikatnie ujmowali i powoli do ust nieśli. W tym szczególnym, przesadnie powolnym i delikatnym sposobie jedzenia widać było od dzieciństwa nabieraną albo i z krwią dziedziczoną obawę przed okazaniem grubiaństwa i żarłoczności. Anzelm przemówił pierwszy. Spojrzał na Justynę i jakby sobie coś nagle przypominając zapytał:

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 -  - 27 -  - 28 -  - 29 - 


  Dowiedz się więcej
1  Kompozycja „Nad Niemnem”
2  Kult pracy w „Nad Niemnem”
3  Obraz powstania styczniowego w „Nad Niemnem”



Komentarze
artykuł / utwór: Tom II - Rozdział V







    Tagi: