Tom II - Rozdział III - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Ostrożnie, z uśmiechem, na ręku jej położył zieloną gałązkę, która też istotnie mnóstwem swych drobniutkich, zaledwie widzialnych kolców do niej przylgnęła.

- Czy pani doprawdy popłynie z nami jutro na Mogiłę?

Pochylił się trochę i nieśmiało w twarz jej spojrzał.

- Bo to troszkę i wstydno, że do tego czasu nigdy jej pani nie odwiedziła...

Śmiałość tego zarzutu w dziwnej była sprzeczności z nieśmiałością, z jaką na mgnienie oka w twarz jej spojrzał. Ona zamyślonym wzrokiem daleko gdzieś patrzała.

- Iluż, iluż ja rzeczy w życiu swoim wstydzić się muszę - powoli i ze zsuniętymi brwiami wymówiła a nigdy - dodała - nigdy tego tak mocno nie uczułam jak teraz.

- Pani pewno popłynie jutro z nami?

- Najpewniej.

- A jeżeli czasem stryj zostanie w domu?

Spojrzała na niego pogodnie, ufnie i odpowiedziała:

- Popłynę z panem.

Tuż obok zielonej gałązki na ręku Justyny czerwieniła się szrama od draśnięcia sierpu pochodząca. Jan patrząc na tę różową szramę, tak jakby oczu od niej oderwać nie mógł, z cicha mówił:

- Bo to, widzi pani, już ja dziś z twarzy stryja widzę, że go jutro chandra schwyci. A kiedy go już ta pochmurność napadnie, to za nic z domu nie wyjdzie, nie je, nie pije i z nikim gadać nie chce. Tak czasem przeżyje dzień jeden, a czasem dwa i trzy dni... My podtenczas z Antolką na palcach chodzim i cicho gadamy, tak jakby umarły w domu leżał... Taka już u niego duszna choroba jakaś!

W tej chwili Anzelm niezwykle śpiesznym krokiem Witolda wyprzedzając zbliżył się do jednego z otwartych okien domu.

- Ja panu zaraz te książki pokażę - mówił - zaraz po... po... po... każę!

Wąska ławka nie broniła wcale przystępu do okna; owszem, Witold przyklęknął na niej i do wnętrza zajrzawszy jednym spojrzeniem ogarnął dość szczególnie wyglądającą izdebkę. Był to tak zwany przeciwek, dlatego tę nazwę noszący, że sień go rozdziela z obszerną świetlicą. Malutka to była izdebka, więcej długa niż szeroka, z niskim, belkowanym sufitem i chropowatymi, skąpo pobielanymi ścianami. Drewniany tapczan z siennikiem, poduszką i na domowych krosnach wytkaną kołdrą, prosty stół pod oknem, zielona skrzynia, zapewne z odzieżą, i jedno stare krzesło z drewnianą tylną poręczą stanowiły wszystkie sprzęty znajdujące się w tej izdebce. Nad łóżkiem wisiały trzy spore obrazy: najwyżej, prawie pod sufitem, Ostrobramska Maria w ramach, złoconym i dość jeszcze błyszczącym papierem oklejonych; niżej, prawie nad samą pościelą, dwa szare, w drewnianej oprawie, wizerunki siedzących na koniu rycerzy. Zza ramy świętego obrazu wychylał się pęk palm święconych; na szare wizerunki opadała na ćwieczku zawieszona mała korona cierniowa. U okna, na stole, stał niewielki dzban z wodą i stała przy nim dnem do góry przewrócona szklanka, a dalej, przy samej ścianie, za lampką z wysokim kominkiem leżało kilka książek w zniszczonej oprawie. Po te książki Anzelm rękę wyciągnął i jedną po drugiej podawał je Witoldowi. Przy tym powoli czytał ich tytuły:

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 -  - 27 -  - 28 -  - 29 - 


  Dowiedz się więcej
1  Natura i człowiek w powieści Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem” - plan wypracowania
2  Charakterystyka Zygmunta Korczyńskiego
3  Konflikty pokoleń w Nad Niemnem, ideowa wymowa utworu



Komentarze
artykuł / utwór: Tom II - Rozdział III







    Tagi: