Tom I - Rozdział V
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- To może pani będzie łaskawa sadek mój obejrzeć, kiedy się tak upodobał...

Po niedawno skoszonej i gładkiej jak kobierzec trawie od drzewka do drzewka przechodząc opowiadał jej wiek i pochodzenie każdego z nich, tłumaczył sposoby hodowania i gatunki.

- To jest bonkreta... a to panny jesienne... to francmadama ... tam trzy sapieżanki... tam jabłka oliwne, zimowe papierówki... kalwinki... sztetyny ... a tam ten gaik cały śliwowy...

Wyprężenie jego rysów mające w sobie coś obojętnego i razem bolesnego miękło i znikało; w bladym błękicie źrenic pobłyskiwać zaczęły nikłe, lecz prawie wesołe iskry. Po Justynie znać też było, że w tej zagrodzie, napełnionej urodzajnością i ciszą, swobodniej i szerzej oddychała niż przed godziną w napełnionym gośćmi salonie.

Znajdowali się właśnie przy sporej grupie śliwowych drzewek i Anzelm opowiadał, w jaki sposób chroni renklody i mirabele przed zimowymi śniegami i mrozami, kiedy Jan wybiegł znowu z dziedzińca i o kilka kroków stanąwszy słuchał przez chwilę ich rozmowy.

- Czy panienka da wiary - zawołał - że stryj to wszystko własnymi rękami zasadził i teraz dopatruje?... Zdaje się, taki słaby, a wielką ma siłę i wytrwałość... Anzelm obejrzał się.

- Chodźże tu, Janek! - po raz drugi zawołał.

Ale chłopak wahał się znowu, to ku dziedzińcowi, to na Justynę patrząc. Widocznym było, że pragnął być tu i tam,

- A kiedyż jeszcze konie napoić trzeba...

- Pewno, że trzeba - odpowiedział Anzelm.

I zwracając się do Justyny zwykłą sobie powolną i czasem przerywaną mową, ale coraz swobodniej opowiadać zaczął, jak w ciężkiej słabości leżąc nieraz nawet na świętą Wolę Bożą szemrał za to, że go bezczynnym i niepożytecznym uczyniła; jak gryzł go i przestraszał los tego chłopca, sieroty po bracie, którego źli sąsiedzi krzywdzili i z własności obdzierali, z sieroctwa i dziecinnego jego wieku korzystając; jak na koniec, kiedy już dźwignął się z niemocy, ręce paliły się mu do roboty.

- Już to też dziesiąty rok, jak zmartwychpowstałem i chłopiec mój dorósł... Najpierw od sąsiadów wyprocesowaliśmy to, co nam odebrane było, potem zbudowaliśmy ten oto domek, a potem już wszystko poszło: i pasieka, i sadek. Janek nauczył się pszczelnictwa od jednego takiego człowieka, co sam na naukę do wielkiego miasta jeździł; ja znów od młodu przyuczony byłem do stolarstwa i jego przyuczyłem.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 -  - 27 - 


  Dowiedz się więcej
1  Charakterystyka Janka Bohatyrowicza
2  Geneza „Nad Niemnem”
3  Kult pracy w „Nad Niemnem”



Komentarze
artykuł / utwór: Tom I - Rozdział V







    Tagi: