Tom I - Rozdział V - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Świeżo skoszoną trawę grablami zgarniał i w małą kopicę na dziedzińcu składał człowiek dość wysoki, bosy, w ciemnej, do kolan sięgającej kapocie i wielkiej, baraniej czapce. Ta czapka tworzyła mu jakby drugą głowę i uderzający stanowiła kontrast z resztą ubrania. Starym być musiał czy osłabionym, bo ruchy miał powolne i przygarbione plecy. Grable jego nieustannie, ale powoli posuwały się po ziemi, a od polowy ogrodu słyszeć już można było rozmowę, którą prowadził z kim niewidzialnym, za domem znać i płotem dziedzińca stojącym.

- Apelacja już, chwalić Boga, podana i mucha poniesie to, co pan Korczyński w wyższej instancji wygra! - prędko i zapalczywie mówił głos niewidzialnego człowieka.

- A ja sto razy Fabianu mówiłem i sto pierwszy powtórzę, że mucha naje się tym, co my od pana Korczyńskiego wygramy - powoli i monotonnym głosem odpowiedział człowiek grabiący skoszoną trawę.

- Czemuż to tak? - wybuchnęło zza płotu popędliwe zapytanie. - Czy to Anzelm dla naszej powszechności dobra nie życzy?

- Życzę - brzmiała odpowiedź - ale powiadam: po cudze nie sięgaj!

- A jak pokaże się, że wygon nie cudzy, tylko nasz? a Bóg mię ubij na duszy i ciele, że pokaże się tak, a nie inaczej...

- Fabiana adwokat zbałamucił i Fabian wierzy...

- Jeszcze ten nie urodził się, kto by potrafił mnie zbałamucić! Do sąsiada po rozum nie pójdę i nawet u Anzelma jego nie poproszę, choć Anzelmowi jeszcze ta mądrość z głowy nie wywietrzała, co jej kiedyś od wielkich panów nabrał...

Głos niewidzialnego człowieka przybiera ł wciąż popędliwości, aż przy ostatnich słowach stał się rozgniewanym i zgryźliwym. Grabiący trawę z jednostajną wciąż powolnością zaczął:

- Niechaj mnie Fabian wielkimi panami oczu nie wypieka... ja ich dwadzieścia lat nie widziałem i do śmierci już pewno nie obaczę...

- Wszystko równo. Czego się człowiek za młodu nauczy, to i na starość mruczy - dojadał głos zza płota.

Wtem niewielki, kudłaty pies z żółtą szerścią i wydłużonym tak jak u lisa pyskiem, który dotąd spokojnie leżał na rozrzuconej przed stajnią słomie, zerwał się i z głośnym szczekaniem ku ogrodowi poskoczył. Z ogrodu na dziedziniec wbiegła para koni ciągnąc za sobą pług w ten sposób, że łatwo mógł zaczepić o płot albo świroń i zepsuciu ulec. Człowiek w baraniej czapce głowę podniósł.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 -  - 27 - 


  Dowiedz się więcej
1  Przyroda w „Nad Niemnem”
2  „Nad Niemnem” a „Pan Tadeusz”
3  Charakterystyka Justyny Orzelskiej



Komentarze
artykuł / utwór: Tom I - Rozdział V







    Tagi: