Tom I - Rozdział IV - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Tu ożywiając się coraz mówić jej zaczął o mistrzach muzycznych, których grę słyszał w wielkich europejskich miastach. Potem opowiadał o nowych słynnych operach. Sposób mówienia miał łatwy, obrazowy, okazujący niepospolite znawstwo muzyki i w ogóle sztuk pięknych. Ona słuchała go wciąż w nieruchomej postawie, kiedy niekiedy paru słowy odpowiadając ale bledsza niż zwykle i z szybko podnoszącą się piersią. Widać było, że głos jego ją upajał i że zbliżenie z nim poruszało do głębi całą jej istotę. On w jej bladej i zamyślonej twarzy zatapiał oczy, tak jak u wszystkich Korczyńskich duże, w podłużnej oprawie i z piwną źrenicą. Zręcznym poruszeniem salonowego strategika dokonał takiego półobrotu, że ją sobą od kilku w pobliżu stojących osób odgrodził i malowniczo wspierając się o fortepian zapytał: dlaczego, gdy on do Korczyna przyjeżdża, ona bywa najczęściej niewidzialną lub ukazuje się tylko na krótko?

Odpowiedziała, że czasem wuja w gospodarstwie wyręcza; a czasem ojca pielęgnować musi.

Zaśmiał się.

- Po cóż mówisz nieprawdę? - szepnął. - Nie chcesz mnie widywać, wiem o tym! Masz do mnie urazę i pogardzasz mną! Słusznie, ja sam sobą pogardzać zaczynam!

W głosie jego było tyle goryczy i żalu, że prędko odpowiedziała:

- Nie, nie... nie to!

Chciała mówić dalej, ale urwała nagle, bo w drugim końcu salonu ujrzała parę oczu utkwionych w nią z nieopisanym wyrazem. Były to oczy Klotyldy, więcej jeszcze błyszczące i szafirowe jak zwykle, ale wcale inaczej niż zwykle patrzące. Obok młodziutkiej kobiety ze swym wiecznie jowialnym, a trochę złośliwym uśmiechem na twarzy siedział Kirło. Przed chwilą ukazał jej rozmawiającą przy fortepianie parę i żartobliwie zapytał:

- Czy pani nie zazdrosna?

- O kogo? o co? - zapytała, ale patrząc we wskazanym jej kierunku zarumieniła się jak wiśnia.

- Pani nie wie? - ciągnął żartowniś - toż to pierwsza miłość mężulka... Panna Justyna... pierwsza miłość... a pani zna przysłowie...

Tu przerażającą francuszczyzną zaczął:

- On... on rewien... tużur...

- A ses premiers amours - dokończyła żona Zygmunta i z niedbałym śmiechem dodała: - Wiem, wiem dobrze o tej pierwszej miłości... wszyscy mi tu o niej opowiadali... Ale pan może zna inne przysłowie polskie: Pierwsze kotki...

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 - 


  Dowiedz się więcej
1  Konflikty pokoleń w Nad Niemnem, ideowa wymowa utworu
2  Obrazy przeszłości w Nad Niemnem
3  Charakterystyka Emilii Korczyńskiej



Komentarze
artykuł / utwór: Tom I - Rozdział IV







    Tagi: