Tom I - Rozdział I - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Marta i Justyna zatrzymały się u brzegu drogi, w cieniu wierzby, której kwiat podobny do zielonawych robaczków osypywał im suknie i głowy. Marta w kierunku jadących machnęła swą białą chustką i niezwykle u niej przyjaznym głosem krzyknęła:

- Dobry wieczór, panie Bohatyrowicz! dobry wieczór!

Woźnica szybko zdjął czapkę odkrywając czoło mniej opalone od reszty twarzy, gładkie i pogodne.

- Dobry wieczór! - odpowiedział.

- Dobry wieczór! - chórem krzyknęły dziewczęta.

- A skądżeś to pan wziął tyle dziewcząt? - zawołała znowu stara panna.

- Po drodze jak poziomki uzbierałem - nie zatrzymując koni, ale tylko zwalniając nieco ich biegu odpowiedział zagadnięty.

Jedna z dziewczyn, najśmielsza znać, przechylając się przez drabinę wozu i białymi zęban1i błyskając, głośno prawić zaczęła:

- Piechotą, proszę pani, szłyśmy... a on nas napędził, tośmy mu kazały, aby nas zabrał...

- Oho! kazały! - zażartowała Marta.

- A jakże! - potwierdziła dziewczyna z wozu - czy ja nie mam prawa jemu nakazywać? jaż jego strzeczna siostra! dla siostry szacunek mieć powinien! Bardzo słusznie!

W tej chwili wóz zrównał się ze stojącymi pod wierzbą kobietami, woźnica po raz drugi zdjął czapkę i spojrzenie jego z wysoka spłynęło na Justynę. W tym szybkim spojrzeniu dostrzec można było, że oczy woźnicy

błękitne były jak turkusy i że w tej chwili przeleciała w nich błyskawica. Ale wnet włożył na głowę czapkę, twarz znowu ku drodze zwrócił i poruszywszy lejcami zawołał na konie, aby szły prędzej.

Wóz zaczął toczyć się prędzej. Justyna z zaciekawieniem i figlarnością w oczach, z rozchylonymi w uśmiechu ustami poskoczyła i gestem wesołym, który by nawet wykwintnemu oku mógł wydać się rubasznym, rzuciła na jadące kobiety swoją więź gałęzi i kwiatów. Na wozie wybuchnęły śmiechy, dziewczęta chwytały rozsypane kwiaty, niektóre z nich wołały:

- Dziękujemy! dziękujemy panience!

Ale woźnica nie obejrzał się i nie zapytał o przyczynę powstałego na wozie gwaru. Zamyślił się o czymś tak bardzo, że aż głowę, którą przedtem wysoko trzymał, trochę pochylił.

Dwie kobiety iść znowu zaczęły, Marta mówiła:

- Ten Janek Bohatyrowicz na pięknego i dzielnego chłopaka wyrósł... znałam go dzieckiem... Znałam ich kiedyś wszystkich... kiedyś... dobrze i z bliska...

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 - 


  Dowiedz się więcej
1  „Nad Niemnem” jako epopeja
2  Kompozycja „Nad Niemnem”
3  Eliza Orzeszkowa - biografia



Komentarze
artykuł / utwór: Tom I - Rozdział I







    Tagi: