Tom III - Rozdział V
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Justyna z oczami jeszcze pełnymi śmiechu, który tylko co w piersi jej umilkł, gorąco zarumieniona, do zatopionego w muzyce ojca podeszła.

- Mój ojcze - rzekła - mam do pomówienia z ojcem o czymś ważnym, bardzo dla mnie i dla ojca ważnym.

Grać nie przestając z roztargnieniem na nią spojrzał.

- Co tam takiego? aha! wiem... pan Różyc... ale poczekaj! niech wprzódy te... serenadkę skończę!

Justyna przy oknie usiadła, czekała, a dźwięki serenady długo jeszcze to staccato, to allegro, to znów andantissimo rozlegały się po pokoju. Na koniec skończył, ustami cmoknął i koniec smyczka całując uśmiechnął się błogo.

- A co?... caca te... serenadka!

Tymczasem wkrótce po odejściu Justyny bocznymi drzwiami do gabinetu Benedykta wsunęła się Marta. Nie weszła jak zwykle ze stukiem i impetem, ale wsunęła się dziwnie cicho, zmieszana, ciemną chustką otulona.

- Przysyłałeś po mnie, Benedykcie - zaczęła - ale ja bym i sama przyszła, bo wielką prośbę mam do ciebie... tylko nie wiem... słowo honoru, jak to powiedzieć...

- Cóż? może i ty zaręczyłaś się z jakim ładnym chłopcem? - zażartował Benedykt.

Ręką machnęła, naprzeciw krewnego na brzeżku krzesła usiadła.

- Tak już głupią nie jestem, aby o takich rzeczach myśleć... - z dziwną pokorą i uciszeniem odpowiedziała - ale widzisz... Justynka za maź wychodzi i jeżeli zgodzisz się... pozwolisz, ja przy niej, w jej... w ich chacie zamieszkam sobie...

- Co? co? - zawołał Benedykt.

- Słowo honoru! bardzo chcę przy nich zamieszkać - ze spuszczonymi oczami i splecionymi na kolanach rękami mówiła dalej. - Chleba darmo im jeść nie będę; bo i doświadczenie w gospodarstwie mam, i siły do pracy jeszcze trochę... Im, gołąbkom, moje ręce przydadzą się, a może i głowa cokolwiek doradzi...

A tu ja niepotrzebna... wieczny smutek! niepotrzebna nikomu... nikomu... nikomu...

- Jak to niepotrzebna? Co ty wygadujesz? - niecierpliwić się zaczął Benedykt.

Głową z wysokim grzebieniem silnie wstrząsając twierdziła:

- A niepotrzebna! Cóż? dzieci podorastały... twojej żonie nigdy dogodzić ani przypodobać się nie mogłam... a co do gospodarstwa... wielkie rzeczy! Ochmistrzynię sobie na moje miejsce weźmiesz... Justynka zaś sprzyja mnie, lubi... ona zawsze najwięcej ze wszystkich mnie lubiła... Przy tym i tych ludzi, pomiędzy których ona idzie...

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 - 


  Dowiedz się więcej
1  Czas i miejsce akcji Nad Niemnem
2  Charakterystyka rodziny Korczyńskich
3  Przyroda w „Nad Niemnem”



Komentarze
artykuł / utwór: Tom III - Rozdział V







    Tagi: