Tom III - Rozdział II
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Nagle zwracając się ku towarzyszce zapytał:

- Czy doprawdy będziesz na tym weselu?

- Naturalnie - z żywością zawołała.

- Drużką Elżusi?

- Naturalnie.

- A tworzącym dla ciebie parę drużbantem będzie pan Kazimierz Jaśmont, którego cyfry na cieniutkiej chusteczce wyhaftujesz i tę chusteczkę ofiarujesz mu w zamian podanych ci przez niego bukietów mirtowych... Tak? Umiesz to zapewne na pamięć, jak i wiele innych rzeczy, których ponauczałaś się w czasach ostatnich. Czy wiesz o tym, że wczoraj, kiedy panna Teresa łzawiąc się z czułości opowiadała ci radość swoją i mamy z przypuszczalnego twojego małżeństwa z panem Różycem, śmiejąc się odpowiedziałaś: "Bo to wy wiecie jedno, a ja drugie!" Gdybym wtedy na ciebie nie patrzał, myślałbym, że to stara Starzyńska mówi! Prościejesz, Justysiu, widocznie prościejesz...

Śmiał się głośno, wesoło i patrzał na Justynę bardzo przyjaźnie. Nagle zagadnął:

- Czy to prawda, co pani Fabianowa Bohatyrowiczowa, née Giecołd, mówiła, że już nauczyłaś się żąć wcale dobrze?...

Justyna uśmiechając się pokazała mu obie ręce ze stwardniałymi trochę dłońmi i kilku szramami od ostrza sierpa pochodzącymi.

- Przez cały prawie tydzień po kilka godzin dziennie żęłam... Praca to ciężka, mniej przecież ciężka niż...

- Niż co?...

Z błyskiem oczu dokończyła:

- Niż wieczne gryzienie siebie popielcową myślą:

"Prochem jesteś!" z dodatkiem: "Zanim jeszcze w proch się rozsypałaś!"

- Brawo! Masz słuszność! Są na świecie ludzie, którzy od takich myśli naprawdę z rozpaczy w proch rozsypać się mogą, i ty widać do nich należysz!

Po chwili z powagą zapytał:

- Czy nie przechodzi to sił twoich?

Kształtną i silną kibić swą prostując odpowiedziała:

- Czy wyglądam na istotę, co ma taką postać, jakby do nieba miała się wnet dostać?

Oboje parsknęli głośnym śmiechem, który przez kilka sekund wtórował ogromnemu, ogłuszającemu ćwierkaniu świerszczy w przydrożnych trawach. Znajdowali się w tej chwili tuż za stodołą Korczyńską, która ze starymi już ścianami, lecz murowanymi słupy i starannie utrzymywanym dachem zdrowo i silnie wyglądała.

- Trzeba wiedzieć - zaczął Witold - że ojciec utrzymuje Korczyn w dziwnej całości i porządku. Pracuje też prawdziwie jak wół, tylko że wół takich kłopotów i niepokojów nigdy nie ma... Dobrze, że mu dziś trochę dopomóc mogłem, bo kiedyśmy się w okolicy spotkali, wracałem właśnie z pola, gdzie mię do robotników był posłał. Biedny, kochany ojciec!

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 -  - 27 -  - 28 -  - 29 -  - 30 -  - 31 -  - 32 -  - 33 -  - 34 -  - 35 -  - 36 -  - 37 -  - 38 -  - 39 -  - 40 -  - 41 -  - 42 -  - 43 -  - 44 -  - 45 -  - 46 -  - 47 -  - 48 -  - 49 - 


  Dowiedz się więcej
1  „Nad Niemnem” a „Pan Tadeusz”
2  Charakterystyka pozostałych bohaterów Nad Niemnem
3  Kult pracy w „Nad Niemnem”



Komentarze
artykuł / utwór: Tom III - Rozdział II







    Tagi: