Tom II - Rozdział V - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Długo wstrząsał głową na parę gwiazd przez gałęzie sapieżanki przebłyskujących patrząc.

- Senne widowiska... czasowe mary...

Justyna blisko do niego przysunięta, z jedną ręką pieszczotliwym ruchem na jego ramieniu złożoną a na drugiej twarz swą opierając, w milczeniu słuchała mowy jego powolnej, częstymi milczeniami przerywanej, w części tylko zwróconej ku niej a daleko więcej do półgłosem smutnych myśli i wspomnień podobnej.

- W książce jednej wyczytałem: "Jak muchy padną w boju syny ludzkie..." A w drugim miejscu tej samej książki, czy może jakiej inszej, napisano: "Jak glina w ręku garncarza, tak ludzie w ręku Stwórcy." Taka to już być musi kondycja nasza, ale serce człowieka podczas za słabe bywa, żeby ją cierpliwie i pokornie przenieść. Widać za mało cierpliwy i pokorny byłem, bo kiedy już te rzeczy obróciły się na złą stronę i zaćma nieprzenikniona świat ogarnęła, zacząłem doświadczać nieścierpliwego żalu i gniewu, sam nie wiedząc nawet, przeciw czemu i przeciw komu ten gniew obrócić. Odżałować tego, co przeminęło, nie mogłem, ani też przywyknąć znów do zwyczajnego życia, od którego jakby na skrzydłach mnie odniosło. Co dawniej było - obrzydło; co bawiło i radowało - wydawało się samą marnością. Pójdę, bywało, z pługiem i tylko wspominam, co w tamtych złotnych dniach widziałem i słyszałem; twarze różne, postępki, sprzeczki i zdania wspominam i z pamięci swojej umyślnie je wybieram, podobnie jak skąpiec dukaty ze skrzyni wybiera oglądając je i lubując się nimi. Tak czasem pośród mgły wiosennej i pół dnia na polu przy pługu przestoję o robocie, do której wprzódy chętliwy i zdatny byłem, zapominając. Albo zimową porą do wesołej jakiej świetlicy, bywało, wejdę i patrzę, jak ludzie rychło o wszystkim zapominający śpiewają, weselą się; tańczą. "Czy oni powariowali?" - myślę sobie, słupem niemym i nieruchliwym w kącie stojąc, a im więcej oni weselą się, tym widoczniej przed oczami staje mnie ta polana leśna z tym swoim smętnym pagórkiem i śniegiem, co na nią w ciemności nocnej białymi płatami pada. Co nowy taniec zagrają, to ja zaszepczę: "Wieczne odpoczywanie racz im dać, Panie!" Co nową pieśnię kto zawiedzie, to ja znów: "Wieczne odpoczywanie!" Co głośniejszym śmiechem kto wybuchnie, w mojej głowie rozlega się: "Wieczne odpoczywanie!" Na weselących się ręką machnę i do chaty pod śniegiem padającym idę, a w chacie... Chryste!... miejsce po bracie jedynym już i zastygło, żonka jego już po drugich weselnych godach, tylko sierotka mały mnie spotyka i tuli się do opiekuna jedynego, który mu na tym świecie pozostał...

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 -  - 27 -  - 28 -  - 29 - 


  Dowiedz się więcej
1  Natura i człowiek w powieści Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem” - plan wypracowania
2  Czas i miejsce akcji Nad Niemnem
3  Charakterystyka Justyny Orzelskiej



Komentarze
artykuł / utwór: Tom II - Rozdział V







    Tagi: