Tom II - Rozdział IV - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Kiedy Justyna stanęła na wybrzeżu, gwałtowny krzyk, który wydała z siebie przyroda, uciszył się, a płacz jej ustał. Wichrem przygnane chmury wicher przeniósł i pędził coraz dalej po jednej połowie sklepienia, którego druga połowa oblekła się nagle promiennym błękitem i zajaśniała tarczą słoneczną, czystą, wielką, zawieszoną nad zalegającym zachodni skłon nieba pasem roztopionego złota. Pas ten odbił się w rzece, która popłynęła szafirem i złotem, a nad nią z sunących wciąż powoli, rozjaśnionych płytów podniosły się kręte, złote sznury dymu. Zielona góra z okrywającym ją rysunkiem ścieżek stanęła cała w kryształowych kroplach drgających i świecących na każdym źdźble trawy i na każdym liściu chwastów. U szczytu jej wybuchnął świegot ptastwa i z dołu dostrzec można było w napełnionych światłem gałęziach drzew, które u góry rosły, tańczące z radości wróble, szczygły i makolągwy. Wiatr słabł, opadał, cicho jeszcze i z lekka dmąc w jedną stronę; chmury kłębiącą się i mieszając naprzeciw słońca zwijały się w wał półkolisty i srebrem oblany.

Po jednej z krętych ścieżek Justyna wstąpiła na górę i u połowy jej pod rozłożystą topolą stanęła. Jan piasek ściągnął i kilku skokami przy niej się znalazł. Niespokojnym wydawał się i zakłopotanym; cienia uśmiechu na twarzy jego nie było. W przemoczonej koszuli, ze zmokniętą siermięgą na ramieniu, szybko oddychając, od razu kilka pytań rzucił:

- Przestraszyła się bardzo? Zmokła? Może przeziębiła się. Zdrowiu może zaszkodzi?

Ale dość było jednego na nią spojrzenia, aby zrozumieć; że nie dręczącą wcale, lecz może rozkoszną chwilę przebyła. Odkąd usiadłszy w czółnie w oczach jego blask odwagi a w ramieniu wznoszącym się do walki siłę i zręczność ujrzała, wszelka trwoga w niej znikła, a natomiast przenikała ją do głębi słodycz zaufania. Ufała mu. Gdy stojąc u steru czółna, z brwią ściągniętą, z całą duszą w oczach skupioną, ku wodzie nieco pochylony, wiosłem odpędzał żywioł napastniczy i na wodnym bezdrożu niezawodne torował drogi, wydawał się jej samą śmiałością i siłą; uczuła się także śmiałą, silną; dumną nim i tym, że zaufać mu potrafiła. Oprócz tego wydawał się on jej i samą dobrocią. Pod gęstą mgłą deszczową z trudnością powieki podnosząc widziała jednak kilka szybkich, zmartwionych, troskliwych spojrzeń, jakie na nią rzucił, i razem z ufnością wdzięczność nieskończona dla tego serca, które tak prosto i szczerze słało się pod jej stopy, upoiła jej serce. Upojona i szczęśliwa stała pod topolą upewniając go, że nie przelękła się, nie zmokła, nie przeziębiła i tego tylko żałuje, że wycieczka ich dłużej nie trwała.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 - 


  Dowiedz się więcej
1  Motyw miłości w „Nad Niemnem”
2  Charakterystyka Justyny Orzelskiej
3  Geneza „Nad Niemnem”



Komentarze
artykuł / utwór: Tom II - Rozdział IV







    Tagi: