Tom II - Rozdział III
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Do błyszczących, wesołych jej oczu nabiegły łzy. Rozczuliła się tak, że aż usta do płaczu skrzywiła i fartuchem całą twarz otarła. Wysmukła Antolka jak wiotka trzcina odgięła się znad ziemi i obie ręce, z których w jednej sierp błyszczał, ruchem zmęczenia nad głowę wyciągając odpowiedziała:

- Lepszego jak on to już prawie na całym świecie nie ma. Żadnego ja smętku przy nim nie doznała. Horujem razem i hulamy razem, a częściej on co ciężkiego zrobi jak ja...

Zgięła się znowu ku ziemi i stara, gadatliwa kobieta także ku żytu zwrócić się miała, gdy żona Fabiana żąć nie przestając jękliwym i śpiewającym głosem swym przemówiła:

- A koniec taki, że pani Starzyńska masz dwoje dzieci i żadnego sama nie wyhodowałaś...

W mgnieniu oka spracowana i sucha ręka Starzyńskiej oparła się na jej kłębie. Cieńszym trochę niż wprzódy głosem odkrzyknęła:

- Nie wyhodowałam, a najśliczniejsze ze wszystkich mam... Owszem!

I zaniosła się od śmiechu.

- Jak ku-kaw-ka! - z ironią zaśpiewała znowu Fabianowa.

W tej chwili wóz ciągnięty przez kasztanka i gniadą cicho wtoczył się na ściernisko.

- O Jezu! - zanim jeszcze konie stanęły, z woza zeskakując krzyknął Jan i paru skokami znalazł się przy kobiecie na snopach siedzącej, którą usuwając się odsłoniła przed nim matka, a której suknia słomianej barwy złocisto na słońcu jaśniała. Więcej niż wesołością, bo serdeczną radością jaśniała twarz Justyny, kiedy z niskiego siedzenia swego oczy na przybyłego wzniosła i żywym, pośpiesznym ruchem rękę ku niemu na powitanie wyciągnęła. On tę rękę w obie dłonie pochwycił i nisko schylony na chwilę do niej ustami przylgnął.

- Troszkę spodziewałem się, że pani dziś do nas przyjdzie, bo mówiła, że chce na naszą robotę z bliskości popatrzeć; ale wszystko jedno, jak zobaczyłem, że pani tu siedzi, jakby mnie słońce przed oczami zaświeciło...

- Przecież dziś słońce nie tylko świeci, ale aż prawie oślepia - z łuną rumieńca przepływającą po czole jej i policzkach zaśmiała się Justyna.

Można by myśleć, że twarz Jana od jej śmiechu sposępniała.

- Pani żartuje - opuszczając ręce rzekł ciszej.

- Bo to on prawdę mówi - wmieszała się stara podnosząc się znów znad zboża i obok syna stając.- Tydzień już dziś, jak do niego przyszłam, i ciągle patrzę, jaki to zasęp na niego padł. Taki pochmurny zrobił się, że podczas przez całą godzinę gęby ani razu nie otworzy. Wszystko robi, co trzeba, owszem, ale smętliwie... ani pożartuje, ani zaśpiewa... a jak spytam się: "Co tobie takiego, Janku?" - to mówi: "Bo to mnie, mamo, ciemno robi się w oczach..."

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 -  - 27 -  - 28 -  - 29 - 


  Dowiedz się więcej
1  Konflikty pokoleń w Nad Niemnem, ideowa wymowa utworu
2  Dwie mogiły jako symbole określonych idei w „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej - plan wypracowania
3  Obrazy przeszłości w Nad Niemnem



Komentarze
artykuł / utwór: Tom II - Rozdział III







    Tagi: