Tom I - Rozdział V - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Było w nim coś obojętnego i przymuszonego, kiedy dłonią swą dotknął ręki, którą śpiesznie podała mu Justyna. Wzrokiem twarz jej omijał, a pod krótkim, siwiejącym wąsem bladawe jego usta zarysowywały linię surową. Jednak dwornym znowu gestem wskazał ławkę mówiąc:

- Proszę, bardzo proszę siąść i odpocząć...

Sam w stojącej postawie pozostał i daleko kędyś patrząc milczał. Pomimo usiłowań, które czynił, aby okazać się grzecznym i gościnnym, czuć w nim było dzikie boczenie się od ludzi i ukrywane, lecz niepozbyte uczucie niechęci. Spostrzegła to Justyna i ze zmieszaniem zaczęła:

- Przepraszam, że weszłam, ale ogród ten wydał mi się tak świeżym i pociągającym, a pan Jan tak mię uprzejmie zapraszał...

Trudno byłoby zgadnąć, czy pochwała jego zagrody albo też poufałe nazwanie po imieniu synowca nieco go rozpogodziły.

- Owszem - rzekł - bardzo dziękuję... Już i nie spodziewałem się takiej promocji , ażeby kto z Korczyna moją ubogą chatę nawiedził...

Znowu uchylił czapki.

- A jakże miewa się panna Marta Korczyńska?- zapytał.

- Często i przyjaźnie o panu wspomina - żywo odpowiedziała Justyna.

- Być nie może - zaprzeczył - pani tak tylko, z łaski swojej... Tyle lat... Widziałem ja ją... będzie temu lat trzy, w kościele... u! zmieniła się, postarzała... ze wszystkim już insza, jak była.

- Od wielu lat wujowi memu pomaga i ciężko pracuje - wtrąciła Justyna.

Trochę urągliwy uśmiech po ustach mu przemknął i ciszej rzekł:

- A lękała się pracy! Ot, wszystko jedno, pracować wypadło..:

Zamyślił się, długą, bladą ręką poprawił nad czołem czapkę i daleko kędyś bladymi oczami patrząc monotonnym swym głosem wymówił:

- Poranek widział kwitnącą, rumianą, a wieczór babą obaczył...

Czy ta krótka rozmowa zajęła go i ożywiła lub też sposób wyrażenia się Justyny przypomnieniem czegoś dawno minionego pociągał go ku niej - postąpił krok naprzód i na ławce, dość jednak daleko od niej, usiadł.

Wtem zza węgła domu ukazał się Jan, na rozmawiających spojrzał i nie zbliżając się przemówił:

- Stryju, panience sad nasz bardzo się upodobał!

- Chodźże tu! - zawołał Anzelm.

Chłopak widocznie walczył z sobą.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 -  - 27 - 


  Dowiedz się więcej
1  Charakterystyka pozostałych bohaterów Nad Niemnem
2  Nad Niemnem - streszczenie
3  Charakterystyka Janka Bohatyrowicza



Komentarze
artykuł / utwór: Tom I - Rozdział V







    Tagi: