Tom I - Rozdział V
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- A toż co? a gdzież Janek? - na widok samopas pędzących koni żywiej przemówił.

Ale w tejże chwili za czepiającym się już płotu pługiem przyskoczył Jan, bez czapki, która w ogrodzie na trawie leżała, zaczerwieniony i zdyszany. Jednym zamachem rąk pługowi nadał właściwy kierunek, lejce podjął i konie, które głosowi jego posłuszne były jako dzieci, przed stajnią zatrzymał. W mgnieniu oka przy stryju znalazł się i za ramię go pochwycił.

- Stryjaszku! żeby stryjaszek wiedział, jakie mnie dziś szczęście spotkało...

Ręce jego drżały, głos dygotał - w palcach ściskał kapotę starego, który z rąk grable wypuścił.

- A toż co? Kto tam w sadzie?

Żółty pies minąwszy pług i konie ze szczekaniem wpadł do ogrodu.

- Mucyk! - rzucając stryja wołał za nim Janek- pójdź tu, Mucyk!... ,

- Daj pokój Mucyku! Kto to taki? Pani jakaś? czego ona...

Z dłoni sobie daszek nad oczami robił i w głąb ogrodu patrząc usiłował rozpoznać rysy kobiety, dokoła której zwijał się poszczekując uspokojony już Mucyk.

Jan stryja za rękę chwycił.

- Z Korczyna... panna Justyna. Stryj wie... ta, co to ja stryju zawsze opowiadałem... Niech stryj idzie i przywita się...

Ze zdziwieniem i prawie przerażeniem przygarbiony człowiek cofnął się ku domowi.

- A toż co? - zawołał - z Korczyna... na co? po co? dla jakiej przyczyny?...

- Bardzo jej upodobało się u nas, przyszła spocząć... niechże stryj idzie...

Ale stary plecami przyparł się do ściany domu.

- Na co mnie? nie pójdę... kiedy ją przywiodłeś, to idźże do niej sam...

- Kiedy mnie konie odprząc i nakarmić trzeba!- gwałtownie szeptał Jan i za obie już ręce opierającego się pociągał. - Stryjku, stryjaszku, mój mileńki! Mój rodzony! proszęż iść... prędko... ona w gościnę do nas przyszła... proszę iść...

- Wariat ty, Janek, czy co? Ze wszystkim jak u wariata oczy błyszczą... czego ty mnie tam ciągniesz?... sam idź!

- A konie! I czy to pięknie, żeby stryj sam gościa w swojej chacie nie przywitał?... Proszęż już iść... prędzej... mój rodzony!...

Bosy i przygarbiony człowiek otulał się swą kapotą, głową w wielkiej baraniej czapce trząsł przecząco, do ściany wciąż się przypierał, ale przemoc, którą ten oszalały w tej chwili chłopak na nim wywierał, była widoczną. Wyrywając ręce swoje z jego dłoni, wpół z gniewem, wpół ze zgryzotą zawołał:

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 -  - 27 - 


  Dowiedz się więcej
1  Nad Niemnem - streszczenie
2  Konflikty pokoleń w Nad Niemnem, ideowa wymowa utworu
3  Obraz powstania styczniowego w „Nad Niemnem”



Komentarze
artykuł / utwór: Tom I - Rozdział V







    Tagi: