Tom I - Rozdział IV
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Czego chcesz ode mnie? - zawołała. - Jakim prawem, za co robisz sobie ze mnie zabawkę całego swego życia? Dość już... proszę cię, kuzynie.. czego chcesz?

Słowa plątały się jej w ustach i głos zamierał w gardle.

- Duszy twojej chcę, Justyno... przyjaźni... ufności...

- Duszy! - zaśmiała się przeciągle i bolesna ironia mignęła jej w oczach. - Czy myślisz, że jestem takim samym dzieckiem, jakim byłam wtedy, kiedy mię te wszystkie twoje piękne... o! takie poetyczne słowa...

Nie dokończyła. Nagle opanowała siebie i postąpiwszy parę kroków naprzód rękę ku ogrodowi wyciągnęła.

- Idź, kuzynku, i podaj ramię żonie swojej, która jest ślicznym i zapewne dobrym dzieckiem, twemu sumieniu powierzonym. Ona cię kocha... a moja dusza.

Od stóp do głowy drżeć zaczęła.

- Moja dusza - dokończyła - nie przyjmie nigdy tego, co ty jej teraz ofiarować możesz!

Chwiejnym trochę, ale śpiesznym krokiem, jakby nie tylko od niego, lecz i od samej siebie uciekała, z salonu wyszła.

W sali jadalnej zobaczyła Martę, która nisko schylając się nad stołem i głośno sapiąc pogrążoną była w układaniu na kryształowych podstawach owoców konfitur. Stanęła i patrzała chwilę na szerokie, zgarbione plecy i w tysiąc zmarszczek pogiętą twarz starej panny, Przybliżyła się prędko i dotknęła ciemnej, kościstej ręki, która z niezmierną starannością bujnym, czerwonym głogiem warstwę białych porzeczek przyozdabiała.

- A toż co? - głowę podnosząc krzyknęła Marta - Czego ty chcesz ode mnie? - łagodniej zapytała.

Drżąca jeszcze i ze łzami w oczach Justyna szepnęła:

- Może pomóc... przynieść... cokolwiek zrobić?

- Ot, jeszcze czego! Wiesz dobrze, że nie lubię, aby kto wtrącał się do moich interesów... Sama sobie zawsze radę daję i teraz dam... Baw się, kiedy ci wesoło...

- Mnie niewesoło... - odpowiedziała.

- A co ja na to poradzę? Melancholiczka jesteś! Do głowy po rozum pójdź, chłopców bałamuć, to i wesoło będzie...

Mówiła to zwykłym sobie tonem, szorstko i ironicznie, ale zmarszczki jej czoła przerzedziły się trochę, a wzrok ognisty i chmurny nabierał przyjaźniejszego wyrazu. Zdawało się, że wnet podniesie swą rękę, po której ściekało trochę konfiturowego soku, i ruchem pieszczoty przesunie ją po rozognionej twarzy stojącej przed nią dziewczyny. Ale w tej chwili u końca sali rozległ się przy bufecie brzęk padającego na ziemię i rozbijającego się szkła wraz z piskliwym wykrzykiem kobiecym. Była to panna służąca pani Emilii, wystrojona i fertyczna, która tu niby Marcie w zajęciach jej pomagała, ale daleko więcej eleganckim kamerdynerem Różyca niżeli robotą swoją zajęta, jeden z niesionych ku stołowi przedmiotów z rąk wypuściła.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 - 


  Dowiedz się więcej
1  „Nad Niemnem” a „Pan Tadeusz”
2  Obraz powstania styczniowego w „Nad Niemnem”
3  Motyw miłości w „Nad Niemnem”



Komentarze
artykuł / utwór: Tom I - Rozdział IV







    Tagi: