Tom I - Rozdział IV - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Pan Benedykt był tak łaskaw, że zapraszał mię razy kilka i sam, i przez Justynkę, którą do mnie przysyłał. A jakżebym ja takiemu dobrodziejowi odmówić mogła?

- Szwagier mój ma więc przyjemność widywać panią czasem?

Kirłowa splotła ręce okryte zbyt wielkimi i niezupełnie świeżymi rękawiczkami.

- O, mój Boże! - zawołała - a jakżebym ja sobie z gospodarstwem i interesami rady dać mogła bez pomocy zacnego sąsiada? Teraz to już nic: nauczyłam się i przywykłam. Ale z początku byłabym przepadła razem z dziećmi, gdyby pan Benedykt nie pomagał mi radami, a czasem i osobistym dojrzeniem tego i owego...

Teraz, gdy w zapale mówić zaczęła głośno, w głosie jej parę razy zabrzmiały nuty grube, z delikatnością kibici jej i ruchów dziwnie sprzeczne; użyła też paru wyrażeń wcale niewykwintnych.

- Jak Boga kocham - dokończyła - takiego dobrego człowieka, jak on, chyba na tym podłym świecie nie ma...

Toteż na twarz pani Andrzejowej wybiło się trochę niesmaku, a u boku świekry swej siedząca śliczniutka Klotylda szeroko oczy otworzyła i z trudnością powściągnęła latające po jej pąsowych ustach uśmieszki. Gospodyni domu pośpieszyła wyrazić ubolewanie, że tak bliska sąsiadka przybyła dziś do jej domu tak późno. Kirłowa zmieszała się znowu, zgrabną swą kibić pochyliła w trochę niezgrabnym ukłonie i widocznie zdobywając się na śmiałość zbyt głośno odpowiedziała:

- A jakże ja, moja pani, mogę tak w każdej chwili zostawiać w domu dzieci? Troje starszych odważyłam się wziąść z sobą, bo myślałam, że mi państwo tego za złe nie weźmiecie; ale dwoje młodszych nie mogłam przecież na rękach sług zostawić i musiałam czekać przyjścia Maksymowej, która je wyniańczyła i taką jest poczciwą babą, że byle tylko posłać po nią, zaraz przychodzi... Z małymi dziećmi to jak ze szkłem ostrożności trzeba... ale moja babula Maksymowa dobrze ich tam dopilnuje...

Za plecami świekry swej Klotylda wpychała koronki chusteczki w parskające śmiechem usta; pani Andrzejowa jak grób umilkła; pani Emilia podniosła rękę do czoła i gardła, jakby w tej chwili dostawać zaczynała migreny i globusu. Jedna z tych pań, które ciągle ciche uwagi nad wszystkim czyniły, szepnęła do drugiej:

- Jak ta Kirłowa zgrubiała i sprościała; o moja pani! a jaka z niej przed zamążpójściem śliczna panienka była!... Różycówna z domu przecież!

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 - 


  Dowiedz się więcej
1  Kompozycja „Nad Niemnem”
2  Natura i człowiek w powieści Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem” - plan wypracowania
3  Nad Niemnem - streszczenie



Komentarze
artykuł / utwór: Tom I - Rozdział IV







    Tagi: