Tom I - Rozdział II - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Dzieci nie ma! Od godziny już by tu być powinny.

- O, ja także zaczynam być o to niespokojną i zapewne dlatego czuję już nadchodzącą migrenę - odpowiedziała pani Emilia i z cicha, zwolna uwiadomiła swoich gości o tym, że oczekuje przybycia na wakacyjne miesiące syna kształcącego się w szkole agronomicznej i córki będącej na jednej z pensji warszawskich. Mówiła, że Witold okazywał zawsze zamiłowanie w gospodarstwie wiejskim - znać odziedziczył to po ojcu - a Leonię wysłała na pensję dlatego, że przy swym słabym zdrowiu wychowaniem jej w domu pokierować nie mogła... Zresztą, jest to jeszcze dziecko, ma rok piętnasty...

Kirło, który o tym wszystkim dawno już wiedział, usiłował zawiązać rozmowę z panem domu. Czynił to

nawet z pewnym przymileniem, którym widocznie usiłował przełamać jakieś lody lekceważenia czy urazy. Zacierając kościste ręce i mile uśmiechając się rozpoczął:

- Pan dobrodziej nawet w święto około gospodarstwa pracuje...

- A tak - pociągając wciąż wąsa i posępnymi swymi oczami na przeciwległą ścianę patrząc odpowiedział Korczyński - dla nas święta nie ma. I owszem, kiedy oficjaliści i parobcy świętują, najbardziej pilnować trzeba, aby głodem nie zamorzyli koni i bydła albo dworu z dymem nie puścili...

Nie była to właściwie odpowiedź niegrzeczna, ale ton, jakim wymówioną została, czynił ją obojętną i trochę rubaszną.

- Ale co się tyczy tegorocznych urodzajów - rozpoczął znowu Kirło - obiecujące są, bardzo obiecujące...

- A tak - odparł Korczyński - nie wiem jak gdzie, bom od kilku miesięcy nie ruszył się z domu ani na krok, ale u mnie na polu wcale pięknie... Jeżeli zbiór i zwózka pójdą pomyślnie...

- Tysiączki będą, panie dobrodzieju, tysiączki będą z tego ślicznego Korczynka - zachęcony i do żartobliwego humoru swego powracając zawołał Kirło.

Korczyński podniósł głowę i z urągliwym wyrazem swych smutnych oczu na sąsiada cieszącego się przyszłymi jego "tysiączkami" popatrzał.

- A ceny? - zapytał. - Czy żona pana dobrodzieja mówiła mu, jakie były i pewno jeszcze na ten rok będą ceny na zboże?

Kirło zmieszał się, ale wnet zatarł ręce i w śmiech uderzył:

- Jak Boga kocham - ze śmiechem zawołał - żona moja jest tak zawziętą gospodynią, że do niczego mię nie dopuszcza... do niczego... Pod pantoflem siedzę po uszy... Ale mnie z tym dobrze i jej także... Bo i cóż, panie dobrodzieju, na tej nędznej folwarczynie mielibyśmy oboje do roboty? Albo ja, albo ona... A ponieważ ona chciała...

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 - 


  Dowiedz się więcej
1  Praca miernikiem wartości człowieka w powieści Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem” - plan wypracowania
2  Przyroda w „Nad Niemnem”
3  Tendencje pozytywistyczne w „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej - plan wypracowania



Komentarze
artykuł / utwór: Tom I - Rozdział II







    Tagi: